Podróż do Maroka – relacja czytelniczki

Małgosia, czytelniczka abcMaroko, opisała w sierpniu 2017 roku swoją podróż do Maroka. Najmocniej zapamiętała nie muzea i meczety, lecz zwykłe życie: krewetki zjedzone w barze dla miejscowych w Agadirze, małe sklepy w starych kamienicach i spokojne uliczki tuż obok zatłoczonego placu Dżemaa el-Fna w Marrakeszu. Oto jej relacja.
Jak przygotowuję się do podróży
Zainspirowana krótkim filmem o Maroku, znalezionym w sieci, postanowiłam opowiedzieć Wam o mojej podróży do tego niezwykle kolorowego kraju.
Zacznę od przygotowań. Przed każdym wyjazdem sporządzam listę miejsc, które chciałabym zobaczyć, potraw, których chciałabym spróbować, i rzeczy, które koniecznie muszę kupić. To bardzo pomaga, zwłaszcza gdy jest się gdzieś po raz pierwszy. Przygotowując się do podróży, zawsze przeszukuję też internet w poszukiwaniu najpopularniejszych atrakcji – zwykle są to muzea, parki, świątynie i zabytki. Coraz częściej okazuje się jednak, że akurat ta lista szybko idzie w zapomnienie.
Zwiedzanie bez listy zabytków
Są miejsca, których grzechem byłoby nie zobaczyć, np. Koloseum w Rzymie albo plac Dżemaa el-Fna w Marrakeszu – to wizytówki tych miast. Z każdym wyjazdem zaczęłam jednak inaczej patrzeć na zwiedzanie. Już nie biegam od muzeum do muzeum, nie odhaczam na kartce obejrzanych świątyń i nie szukam każdego pomnika wymienionego w przewodniku.
Większą przyjemność sprawiają mi spacery mniej uczęszczanymi uliczkami, posiłek w tradycyjnym barze, w którym jedzą tylko mieszkańcy, i zakupy z dala od centrum.
Najsmaczniejsze krewetki w Agadirze
Nie pamiętam już eksponatów z marokańskich muzeów ani nazw meczetów i parków.
Doskonale za to zapamiętałam smak przepysznych krewetek w barze, w którym byłam jedyną kobietą, na stołach leżały ceraty, a w lodówce chłodziła się „kranówka” w butelkach po coli. Jeśli lubisz ryby i owoce morza, zajrzyj do naszego tekstu o owocach morza w Agadirze.
Pamiętam spacery między starymi kamienicami i klimatycznymi sklepikami: ze sklepem z jajkami, w którym kury chodziły po sianie rozłożonym na płytkach, czy z mięsnym, gdzie nad ladą wisiały wielkie kawałki wołowiny. Zapadł mi też w pamięć sklep z herbatą i kosmetykami, w którym sprzedawał przesympatyczny starszy pan – kojarzył nawet prezydenta Bronisława Komorowskiego.
Co mi się nie podobało w Maroku
Słynny plac Dżemaa el-Fna w Marrakeszu niestety nie zrobił na mnie wrażenia. Czułam się jak w klatce – z każdej strony ktoś mnie zaczepiał, a nawet ciągnął za rękę. Niezwykły urok miały za to uliczki obok, gdzie dzieciaki bawiły się w berka, kobiety wracały z pełnymi torbami zakupów, a koty leniwie przeciągały się pod drzwiami.
Jeśli wybierasz się na plac po raz pierwszy, przeczytaj wcześniej, jak targować się w Maroku i jak spokojnie odmawiać natarczywym sprzedawcom.
Moja rada: poznaj kraj z każdej strony
Taki sposób zwiedzania pozwala lepiej poznać prawdziwy urok kraju i jego mieszkańców. W miejscach mniej obleganych przez turystów nie jesteśmy „bogatymi Europejczykami”, których można naciągnąć, ale ludźmi, którzy chcą poznać autentyczne oblicze miejsca i historie jego mieszkańców.
Nie zniechęcam nikogo do odwiedzania muzeów! Uważam jednak, że warto podejść do tego zdroworozsądkowo i poznawać kraj z każdej strony – zarówno historycznej, jak i współczesnej – bez zatracania się w ślepym biegu z mapą w ręku. Więcej praktycznych informacji o mieście, w którym zaczyna się wiele wyjazdów do Maroka, znajdziesz w przewodniku po Agadirze.
